Byliśmy na „Wołyniu” ..

Lakoniczny tytuł artykułu miał oddać wrażenie jakie zrobił na nas film Wojciecha Smarzowskiego. Mówi się czasami że odebrało komuś mowę, że brakło słów żeby wyrazić emocje, opisać stan ducha. Tak właśnie było z nami po obejrzeniu filmu „Wołyń”.

Od dawna żaden film nie wzbudzał tylu kontrowersji nie tylko przed premierą, ale nawet w momencie rozpoczęcia zdjęć. Bo też od dawna żaden temat nie był tak drażliwy politycznie, historycznie, po ludzku i nie odstraszał twórców skalą agresji i okrucieństwa. Toteż kiedy film Wojciecha Smarzowskiego wszedł na ekrany, a krytycy tuż po premierze okrzyknęli go jako film wybitny, wraz z tysiącami widzów skierowaliśmy swe kroki do kina.

20 października wszyscy uczniowie naszego liceum obejrzeli film „Wołyń”.

Jak większość ludzi wybierając się na ten film mieliśmy wątpliwości, czy nie przytłoczą nas i nie zmiażdżą przerażające szczegóły dotyczące zbrodni wołyńskiej. Baliśmy się dosłowności, brutalnego naturalizmu, z którego znany jest reżyser. I …? Należało się bać. Wielu z nas duże fragmenty filmu „oglądało z zamkniętymi oczami”, a po filmie długo nie mogło się otrząsnąć. Ale w czasie rozmów, które prowadziliśmy zaraz po filmie, a potem na godzinach wychowawczych, lekcjach wiedzy o kulturze, języka polskiego, historii wszyscy powtarzali, że warto było przejść przez tę grozę. Warto było, bo uporządkował nam reżyser zawiłe dzieje polskich Kresów i pięknie zobrazował tygiel etniczny panujący na tych ziemiach przed wojną. Warto też było, bo suche hasła i apele potępiające nacjonalizm nie przemawiają do człowieka tak jak opleciona fabularnym i melodramatycznym wątkiem jednostkowa historia młodych bohaterów. Zrozumieliśmy, że „Wołyń” jest filmem nie tyle o samej rzezi wołyńskiej, ile o mechanizmach powstawania zła. Zrozumieliśmy, że jest przestrogą.

© IV LO z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Stanisława Staszica

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress