|
W marcu 2010r. odbyła się wymiana uczniów sosnowieckiego liceum im. St. Staszica z belgijskim liceum Edugo /ejduho/ z Gandawy.
Belgia, grająca w tradycyjnym ustawieniu 2:1:27, zaczęła przygotowania grubo przed samą wymianą. Na ławce rezerwowych zasiadały dwie zawodniczki, które z przyczyn technicznych nie mogły pojawić się na zgrupowaniu. Jedna z nich miała bowiem zainstalowaną w czaszce metalową blaszkę, która uniemożliwiała podróż samolotem. Druga natomiast, ze względu na irakijskie pochodzenie, zmuszona była poczekać na przyznanie belgijskiego obywatelstwa.
Selekcjonerem sosnowieckiej drużyny był znany i lubiany nauczyciel języka angielskiego, prof. L. Morawa, niegdyś członek elitarnej dywizji spadochronowej „Czerwone Berety” (choć czerwień nie należy do ulubionych kolorów profesora). Asystentami trenera byli: szanowany fotograf, prof. G. Jarża oraz niemniej szanowana prof. A. Kiełtucka.
Pierwsza bramka dla Belgów padła jeszcze przed rozpoczęciem spotkania, wszak organizując różnego rodzaju imprezy zebrali ponad 8000€.
Mecz, którego pierwsza połowa odbyła się na terenie Polski, dostarczył wszystkim potężnej dawki emocji. Z początku jednak nieśmiałe drużyny obu państw nie wykazywały większego entuzjazmu dla tego wydarzenia. Polska organizacja, a raczej jej brak, samobójczą bramką podwyższyła wynik meczu na 2:0.
W trakcie pierwszej części Belgowie mieli okazję odwiedzić Oświęcim, Kraków, Ojcowski Park Narodowy oraz wszystkie kluby Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Mimo dwubramkowej przewagi drużyny z Gandawy obydwa zespoły schodziły do szatni z uśmiechami na ustach.
Druga część pojedynku miała odbyć się już za kilkanaście dni, tym razem w kraju piwem i olejem z frytek płynącym.
W czasie przerwy trener Morawa miał wiele do powiedzenia swoim podopiecznym. Jak z rękawa sypały się uwagi dotyczące stylu gry uczniów Staszica. Ze zdenerwowania rwał włosy spod koszuli, wymachiwał rękoma, wybuchał gniewem, by na koniec wszystkich przeprosić. Chyba nie do końca poczuł się usatysfakcjonowany swoim wywodem, gdyż o pomoc poprosił swojego przełożonego, szefa całego interesu, legendarnego prezesa Szyjkowskiego. Nie pomogło.
Druga połowa meczu odbyła się już w o wiele pewniejszej atmosferze niż ta pierwsza, rozegrana w Polsce. Na trzeciego gola w polskiej siatce nie trzeba było długo czekać. Absolutnie co do minuty zaplanowany pobyt, wraz z posiłkami oraz wszelkimi opłatami wliczonymi w cenę. Cóż, to musiało się tak skończyć.
Jak się później okazało, ku mojemu matematycznemu zdziwieniu, druga połowa była krótsza od pierwszej i to aż o 2 dni! Dostarczyła nam jednak porównywalnej, jeżeli nie większej ilości wrażeń. Mimo to polska grupa miała okazję w dosyć powierzchowny sposób odwiedzić Antwerpię, Brukselę oraz nadmorską miejscowość – Ostendę.
W chwili zakończenia meczu nie brakowało łez. Bez względu na to, czy były to łzy szczęścia, czy wręcz przeciwnie, dowodziły one jednak jak wiele emocji wzbudziła w obu grupach cała przygoda związana z wymianą· Na ich otarcie Staszic strzelił honorową bramkę na 3:1. Na bramkę tę zasługuje cała sosnowiecka ekipa pod wodzą nauczycieli, która swoim sposobem bycia rekompensowała rozpuszczonym cywilizacyjnie Belgom wszystkie niedogodności.
Końcowy rezultat meczu to 3:1. Pomimo dwóch bramek straty nie ma mowy o przegranej, a raczej, używając piłkarskiego żargonu, o zwycięskim remisie. Rewanż? Już w wakacje. Tym razem mniej oficjalnie, bez błysków fleszy i konferencji prasowych.
Łukasz Osołkowski, 2INF1
|
gloria victis.