|
Dostałam dziś niespodziewane zadanie: napisać felieton. Natychmiast i o czymkolwiek. Uznałam taką pracę za tyleż nieprzyjemną, co wprost niestosowną, szczególnie pośpiech odebrałam jako obraźliwy dla aktu pisania. Szczęśliwie feralne „natychmiast” wyewoluowało w bardziej akceptowalne „na jutro”. Wzruszyłam ramionami – felietonik na juto? Nie ma problemu. W końcu i tak planowałam coś napisać dla wprawy.
Przewrotnie najtrudniejszą częścią tego zadania okazała się dowolność tematu. Mój pomysł na tekst, niezależnie od formy, jaką przybierze, musi narodzić się w nagłym przebłysku i dojrzewać kilka dni, gdy wyrobią się opinie, formułują sądy, a dopiero pojawienie się kilku pierwszych gotowych, perfekcyjnych zdań jest sygnałem do rozpoczęcia aktu pisania.
Przebłysku nie miałam, żadnego „awaryjnego” tematu również. Zadałam sobie pytanie: jak pisać o niczym? Rozmowa o niczym nie stanowi problemu, jest to umiejętność wypraktykowana, wpisana w naszą cywilizację i niejednokrotnie mająca służyć za wyznacznik pozycji społecznej rozmówców. Zagadnienie bogate i wymagające niewątpliwie osobnego studium.
Wobec nagłej trudności pomyślałam, że pisanie o niczym to szlachetna sztuka, która uprawiać mogą tylko dobrzy pisarze. Po chwili zastanowienia zdeprecjonowałam ten pogląd: naprawdę dobry pisarz zawsze ma o czym pisać. Pisanie o niczym chluby nie przynosi.
Rozpoczęłam więc nieco chaotyczne wypatrywanie swojego „czegoś”. Poszukiwanie ugrzęzło jednak w gąszczu innych zajęć, a za każdym razem, gdy próbowałam do niego powrócić, napotykałam jedną tylko, nieco niedorzeczną: „marszem przez dżunglę jest nocne pisanie, myśl na niepewnej kołysze się lianie...”, pierwsze wersy piosenki Jacka Kaczmarskiego „Przygodowy film o pisaniu w nocy”.
Na takim nocnym pisaniu skończyłam, choć może właściwiej byłoby powiedzieć: skończyliśmy, jako że Jacek Kaczmarski i jego „przygodowy film” towarzyszyli mi podczas pracy. Przyznam, że klimat takiego nocnego pisania jest niepowtarzalny, ciężka ciemność i spokojna, nieco sakralna cisza uśpionego mieszkania. Umysł zmęczony pracuje nieco inaczej niż za dnia. Łatwiej daje się ponieść fantazji, inaczej interpretuje pewne fakty. Nocne pisanie rzeczywiście jest jak spacer w dżungli: niełatwe, wymaga ogromnej koncentracji i dyscypliny, bo tuż poza wąską ścieżką, której myśl i pisanie dąży do celu, czuje się niezliczone bodźce, gotowe by myśl wiotką pochwycić, porwać i zagubić w dżungli skojarzeń, bezcelowych rozważań i pochodnych treści.
Atmosfera i trudności sprawiają, że pisanie nocą zdaje się być bardziej godne, romantyczne i szlachetne. Jednak satysfakcję przynosi wtedy, kiedy jest praktykowane jako sztuka dla sztuki. Obowiązek, jakim jest zadany felieton, jest rzemiosłem prozaicznym, wymagającym czasu, skupienia i dziennego światła.
Hania Cichy
2mat-inf1
|
felieton na stronie szkoły?