Podróż Odyseuszy

Miejsce akcji: Gdynia, Pomorski Park Naukowo – Techniczny, Gdynia Arena, Bursztynek.

Cel: Ogólnopolski Finał Międzynarodowego Konkursu „Odyseja Umysłu”

Czas akcji: 01-04.04.2016 r. (z dojazdem)

Udział biorą: Odyseusze: Emilka Głowa 1 GB, Basia Szydło 1 GB, Agatka Łosiewicz 1 GA, Zuzia Karcz 1 GA, Ewa Białczyk 1 GA, Julka Charmuszko 2 GA, Ola Grabowska 2 GB, Trener: Katarzyna Widera; Opiekun: Barbara Mozgawa

Niniejsza relacja: powstaje w trakcie podróży powrotnej, PKP Intercity, wagon nr 350, jest kwintesencją pracy zespołowej oraz mieszaniną (wybuchową!) wspomnień i wrażeń ostatnich kilku (odysejowych) dni

Meritum:

Regionalne Eliminacje Kraków: miejsce 1
Ogólnopolski Finał Gdynia: miejsce 10
Liczba Drużyn: 215

Miłej lektury 🙂
Wyjazd do Gdyni… Brzmi egzotycznie, prawda? W takim więc klimacie dnia 1 kwietnia (to nie żart) cała nasza wspaniała drużyna pomykała pendolinkiem do Trójmiasta. Podróż należała do cudownych, śpiewałyśmy między innymi naszą piosenkę z problemu długoterminowego, podczas której pozostali klienci PKP wysłuchali opowieści o dziobaku, rybie i pingwinie (bo nie kupili przepustek do Strefy Ciszy u Stefana) – (?!). Nie obyło się też bez przygód z morałem. Przygoda: Nasz wspaniały narrator przedstawienia zapomniał legitymacji, został pouczony (i spisany – z pieczęcią! – na odwrocie biletu) przez wyrozumiałego konduktora (dziękujemy!!!), który wyglądał zupełnie jak Maciej Zakościelny i pozwolił jechać dalej „nie na legalu”. Najważniejsze jest to, że dotarłyśmy do celu – bez żadnych mandatów, grzywien i punktów karnych. Morał: legitymacja MUSI być.

Autobus 128. Z przystanku PKP Gdynia Główna docieramy do Bursztynka (pokoje gościnne), przystanek końcowy: Dom Marynarza. Tam śpimy przez następne trzy noce (ale nie non stop; w Bursztynku, nie na przystanku ma się rozumieć). Jest fajnie. Odysejowo. Na pewno nie cicho. Ups… Nie obędzie się więc bez narzekania na nadmierne decybele ze strony innych, chwilowych domowników tego ośrodka, ale zapamiętajcie sobie – „Budowa jaja jest zawsze najważniejsza! To priorytet nasz.” Budujemy w zapale. Począwszy od wspaniałej roślinności wulkanicznej… na starych butach skończywszy, ulepszałyśmy nasze przedstawienie prawie całą noc, aby nazajutrz, na scenie, dać z siebie wszystko.

Mija wypełniona twórczą pracą noc. Nasz występ zaplanowano w Gdyńskim Centrum Nauki Eksperyment na 9:30. Czas na ostatnie poprawki, uśmiechy do kamer odysejowych paparazzi i obsypanie pingwinka mąką ziemniaczaną. Sędzia czasu aka ‘nietoperek’, po krótkim wywiadzie z drużyną, zaprasza nas na scenę. Gromkie brawa. Jest moc. Dajemy czadu. Na scenie: zataczanie się, poprawianie wizerunku, smarowanie łusek przerośniętym 🙂 kremem, nieziemska tubalna chrypa, czkawka w iście ninjowym stylu (ha-CZKJA) i przebijanie baloników baranka. Oj działo się, no nie???? 🙂

Integracja kwitnie (o ile to w ogóle możliwe w przypadku tak genialnie dobranej drużyny 🙂 ) także w kulinarnej atmosferze. Po wspaniałym obiadku w piątek (a byłyśmy w pierogarni, gdzie pierożki wyglądały jak pizza czy lasagne, a filiżanki herbaty były ogromniaste, w sobotę poszłyśmy do „Polskiego Jadła”, gdzie niektórzy zamówili danie z dziczyzną, aby odreagować niespodziewane (i zakończone happy endem) spotkanie z… dzikami w trakcie jednego z niezliczonych spacerów po pełnej atrakcji Gdyni. Niedziela to czas na pizzę. Wszystkie pyszne, kilka bardzo dziwnych, ale smacznych, np. pizza z bananem , ananasem i szynką tudzież morskimi robaczkami.

Niedzielny poranek. W kościele spotykamy panią Kasię Figurę (pozdrawiamy mocno!!!). Potem ćwiczymy spontany na 2-hotelikowym korytarzu. Poczujcie ten klimat: worek, trufel, gąbka, bransoletka oraz… papier toaletowy i zadanie: stworzyć wizualno-dźwiękowy system obsługi baru. Brzmi dziwnie? Możliwe, ale to właśnie jest Odyseja! Budowałyśmy również niedookreśloną wieżę, która nie ustała dłużej niż pół sekundy (pech!), ale mimo presji czasu świetnie się bawiłyśmy.

3…2…1… Ta daaaam! Nadciąga nasz problem spontaniczny. W trakcie drogi na miejsce wydarzeń spokój i skupienie. Na miejscu wymalowujemy oryginalny staszicowski autograf i śmigamy do sali zabaw: w gronie innych Odyseuszy następuje wspólny taniec Omera, szalona gra w pif-paf (narrator prawie wygrywa, niestety chłopak w czerwieni jest szybszy). Nagle zjawia się przed nami pani w ogromnym czapko – torcie na głowie. Nasz sędzia czasu. Prowadzi nas do odysejowej świeczki urodzinowej, która miała nam przekazać moc. Skutecznie. Wymiatamy, a sędziowie doceniają nasze kreatywne i grupowe myślenie.

W międzyczasie: spacer nad Bałtykiem w kwietniu. Bezcenne! Do morza miałyśmy bardzo bliziutko, a było przepiękne. Mewy, muszelki, bryza, filipińscy marynarze… 🙂

W centrum wydarzeń: uczestnictwo w przedstawieniach innych drużyn w charakterze widzów, zakup gadżetów, (Ewcia, czyli nasz dziobak kupiła sobie super-raperską czapkę!), ciąg wydarzeń wszelakich: Pingwin (Emilka) wpada na jednego z kibiców, który prosił o pomoc (strasznie, strasznie pana przepraszam!!! – Emilka). Pingwin i narrator ( Basia) rozpowszechniają ideę Odysei wśród laików. Konwersują z innymi – ucharakteryzowanymi – Odyseuszami. Tajemnicza długowłosa postać w sukience z folii bąbelkowej okazuje się być chłopakiem… z Katowic. W imię solidarności regionalnej, kibicujemy najlepiej jak potrafimy, z całych sił, trener katowickiej drużyny – jest szczerze wzruszony 🙂

Niedziela wieczór. Gala. Gdynia Arena (obiekt w stylu katowickiego Spodka). Hitem wieczoru okazują się śliczne, malutkie wielokolorowe żaróweczki. Ponad 2500 osób, każdy zapala swoją „odysejolampkę”. Klimat, czar, uśmiech, zabawa. Wiele intensywnych emocji oraz myśli nie odstępuje nas na krok.

Odczytywanie wyników to zawsze ogromny stres. Jednakże w Odysei Umysłu nie chodzi głównie o zajęcie 1 miejsca na świecie, tylko o dobrą zabawę i rozwijanie swojej kreatywności – tutaj każdy jest zwycięzcą. A sam fakt, że dostałyśmy się do Gdyni, był nie lada wyczynem. Tu, w finale ogólnopolskim, udział wzięło 215 drużyn z całego kraju. My chlubimy się dyplomem, który głosi, że zdobyłyśmy 10-te miejsce w naszym Problemie Długoterminowym. 🙂 W tym roku nie polecimy do Stanów Zjednoczonych ani na Festiwal Europejski, ale mamy niezapomniane wspomnienia, najlepszą drużynę, z którą baaardzo mocno się zżyłyśmy i oczywiście superekstrahipermega motywację na przyszły rok!

(tbc)
(cdn)
?!
*
!!!

(DLA WTAJEMNICZONYCH : „zapałka dogasa… jajo utopione” – parafrazując cytat pani Katarzyny JESTĘ TRENERĘ )

THE END.

Serdecznie zapraszamy do przeglądania galerii z wydarzenia.

dyplom

© IV LO z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Stanisława Staszica

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress