W DESZCZOWY WIECZÓR TEATRALNA TELEPORTACJA DO TRANSYLWANII…

NewsyMożliwość komentowania W DESZCZOWY WIECZÓR TEATRALNA TELEPORTACJA DO TRANSYLWANII… została wyłączona

W deszczowy wieczór, 12 października, gimnazjaliści gremialnie wsiedli do autokarów i wyruszyli do Teatru Rozrywki w Chorzowie, a znaleźli się … w niepokojącej, zabawnej, roztańczonej i rozśpiewanej Transylwanii, do której trafia też – prosto z USA – tytułowy bohater musicalu „Młody Frankenstein”, by: odamerykanizować nazwisko, podjąć eksperymenty naukowe przodka (także lekarza) i zakochać się z wzajemnością…

Spektakl muzyczny w reż. Jacka Bończyka nawiązuje do brawurowej komedii filmowej Mela Brooksa z 1974 roku, będącej inteligentną parodią filmów grozy (szczególnie „Frankensteina” z progu lat 30 XX wieku; tak, to ten obraz kinowy – z niezapomnianą fizjonomią Borisa Karloffa) oraz romantycznych powieści gotyckich, przede wszystkim archetypowego utworu z 1818 roku, autorstwa Mary Shelley, o szalonym naukowcu i ożywionym monstrum.

Ingrediencje świetnego widowiska, którego polska prapremiera odbyła się w kwietniu 2016 roku, zostały z rozmachem połączone i przysmaczone. Koncepcja scenograficzna, muzyka, choreografia i partie wokalne to mieszanka przypraw – po równo pikantnych (niczym z filmowego „Kabaretu” z Lizą Minelli) i słodkich (jak odniesienia do złotej ery ekranowej rewii ze stepującym Fredem Astaire’em). Można było wypatrzeć i wysłyszeć w kreacjach scenicznych feerię pomysłów: teatralna improwizacja rodem ze sceny dell’arte łączyła się z gagami, przeniesionym wprost z komedii slapstickowej kina niemego, by za chwilę sublimować w liryczność operetki czy melodramatu.

Bywało „straszno i śmieszno”, kiedy trzeba. Wówczas widz jak dziecko – chce i lubi bać się trochę, gdy skrzypią schody zamczyska, gdy słychać z oddali zwodnicze głosy, a obrotowa ściana w zakurzonej komnacie odkrywa tajemne przejścia… A dla nieco doroślejszych smakoszy horroru – deser w postaci przewrotnego żartu literackiego, co jest zasługą Grzegorza Wasowskiego, tłumacza libretta. Cóż to znajduje młody doktor Frankenstein i czyta na głos o północy, przeżywając traumę w bibliotece swego demonicznego dziadka? Fragmenty noweli „Antek”, które wieją grozą daleko większą niż wszystko, co w Transylwanii straszy…
Wszyscy wykonawcy pierwszego i drugiego planu – byli świetni, lecz szczególną sympatią, sądząc po frenetycznych brawach, widownia obdarzała m.in. postać Igora (pardon, „Ajgora”, jak się sam „z amerykańska” przedstawia), czyli groteskowego, urokliwego i niezmordowanie witalnego towarzysza młodego Frankensteina.

Bo mózg mózgiem, ale to radość życia jest bezcenna – coś na kształt morału płynie ze starego dobrego musicalu.
… i ja tam byłam i – wraz z całą widownią – bardzo dobrze się bawiłam …
Wasza wysłanniczka i fanka Muz, które zagościły w Teatrze Rozrywki: Terpsychory, Melpomeny i Talii

Barbara Strączek

© IV LO z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Stanisława Staszica

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress